O ChouChou

ChouChou zaczyna się w DuDu?

We Francji, zanim urodzi się dziecko, przyszła mama trzyma przy swojej skórze DuDu, czyli nic innego jak szmatkę, która powoli nabiera jej zapachu. Po urodzinach malucha Dudu trafia do jego łóżeczka. Gdy mama nie może być w pobliżu swojego skarbu, to właśnie jej zapach, wydobywający się z DuDu, uspokaja maluszka. Niejednokrotnie spotykałam dorosłych Francuzów, którzy pokazywali mi swoje szmatki, mówiąc: „Zobacz, to jest moje DuDu”. Gdy tworzyłam ChouChou, pomyślałam, że jest ono czymś, co kobiety na całym świecie powinny pokazywać, mówiąc: „Zobacz, to jest moje ChouChou, z którym osiągnęłam wymarzony cel, czyli…”

Co oznacza ChouChou?

Nic innego jak „moje kochanie“. Tak Francuzi nazywają swoje ukochane kobiety. Dlatego pomyślałam, że to jest idealna nazwa dla kobiecego motywatora, którego zadaniem jest wsparcie swojej właścicielki w sięganiu po gwiazdy. ChouChou dba i wspiera w osiągnięciu tego, czego pragnie osoba nosząca je. A to wszystko dlatego, że ChouChou myśli o swojej właścicielce, nawet w momentach, gdy ona nie myśli o sobie i ma milion ważniejszych spraw, aniżeli ona sama. Bo wiadomo, my, kobiety stawiamy siebie na ostatnim szczeblu drabiny ważności. Zawsze jest coś ważniejszego od nas samych.

Jak ChouChou motywuje?

W kieszonce na marzenie wpisany jest cel jego właścicielki. Dlatego ChouChou noszone na nadgarstku samą swoją obecnością zadaje pytanie: „Co dziś konkretnego zrobiłaś, by zbliżyć się do Twojego wymarzonego celu?”. Marzenia spełnia się działaniem – samo nie dzieje się nic. ChouChou jest również wskaźnikiem tego, jak działamy. Tak jak ono stopniowo się dematerializuje, tak osoba je nosząca ma zbliżać się do celu. Istnieje również ChouChou A Kysh, dla wszystkich tych, które lubią pogrążać się w negatywnym myśleniu, typu: “I tak mi się nie uda”. Kiedy takowe się pojawią wystarczy, że naciągniesz ChouChou A Kysh i po prostu strzelisz sobie z niego w rękę jak z gumki recepturki (stara metoda psychologiczna). Delikatny ból idący do mózgu spowoduje przerwanie negatywnego myślenia. A, że nigdy nie wraca się do tych samych myśli, to… nie pogrążysz się w “nie dam rady” tylko natychmiast wrócisz do “DAM RADĘ” 🙂

A skąd się wzięło ChouChou?

Pracując w „miejscu, za które milion osób dałoby się zabić”, w Paryżu, marzyłam o tym, by spróbować swoich sił za oceanem. Moim celem był Nowy Jork. Absolutnie nigdy nie ukrywałam swojego marzenia. Wręcz przeciwnie – mówiłam je głośno oraz wyraźnie i…  życie dało mi szansę. Pojawiła się możliwość przeniesienia do miasta moich marzeń. Gdy było ono już na wyciągnięcie ręki – przyszedł paraliżujący lęk. Bałam się, że sobie nie poradzę, że mi się nie uda. Rozdarta pomiędzy pragnieniami a strachem, znalazłam się u coacha, który pracował ze mną przy pomocy prekursora ChouChou.

Jak za pomocą prekursora ChouChou osiągnęłaś to, czego chciałaś?

“Słonia je się po kawałku” – tak mówił coach. Podzieliłyśmy mojego słonia, czyli cel jakim był Nowy Jork, na etapy – nie za duże, takie dające się „połknąć”, żebym się od razu nie zakrztusiła i nie zniechęciła. Każdy etap wpisywany był kolejno w nową tasiemkę, a odpowiedni czas, w którym go osiągnę zostawał ustalany. Następnie zawiązywałam ją na przegubie ręki. Zakładałam, również gumkę recepturkę, która miała za zadanie odpędzać złe myśli. Gdy one nadchodziły – strzelałam sobie z niej jak z procy.
Po 6 miesiącach od rozpoczęcia sesji zamieszkałam w Nowym Jorku i oczywiście pracowałam w miejscu swoich marzeń.

Czy znasz osoby, które z ChouChou zrealizowały swoje marzenie?

Tak jest ich bardzo wiele, a marzenia były przeróżne. Jest nawet takie, które wydawało mi się nie możliwe do osiągnięcia z ChouChou – czyli DZIECKO. A jednak się dało. ChouChou pomogło swojej właścicielce w  donoszeniu zagrożonej ciąży. Przyszła matka wpisała na tasiemce: „Urodzę zdrową córkę” i tak się też stało. Kobieta napisała do mnie, że gdy „korciło” ją, aby coś przenieść lub zrobić, spoglądała na swój nadgarstek, odkładała natychmiast swoje zajęcia i kładła się, by odpoczywać. Dziecko urodziło się zdrowe.
Inny przykład to praca magisterska. Akurat w tym przypadku ChouChou zamówił mąż dla swojej ukochanej żony. Jak to mężczyzna podał bardzo konkretny cel  – uczyć się godzinę dziennie. Kobieta napisała pracę i obroniła się. Zadzwoniła do mnie bardzo zadowolona, że ChouChou pomogło jej uwierzyć w siebie. Praca magisterska była dla niej „słoniem nie do przełknięcia”, ale słoń podzielony na kawałki (godziny) okazał się całkiem „zjadliwy”.

ChouChou staje się coraz bardziej popularne. Pojawia się na rękach osób znanych, ale przede wszystkim możemy je zobaczyć na nadgarstkach uśmiechniętych kobiet idących ulicą.

Czy w ChouChou jest magia?

Sama spróbuj zrealizować z nim marzenie, a się przekonasz 🙂